Dzień dobry. Od końca lipca ubiegłego roku zmagamy się z zapaleniem trzustki u Amstaffa. Nie było problemów do lutego tego roku. Zaczęły się wymioty z bardzo małą ilością krwi, delikatne punkciki. Potem doszły bardzo śmierdzące rozwolnienia z krwią. Były mniej więcej co 3 tygodnie, leki pomagały na jakiś czas, trzustka po lekach i kroplówkach była ok. Ale tylko na jakiś czas. W maju to wszystko już było bardzo częste, leki raz pomagały raz nie, wyniki z trzustki cały czas skaczą. Z badania kału wyszło Clostridium, psinka dostała leki.
Lipiec wynik specyficznej trzustkowej wysoki bo ponad 1600, zbity kroplówkami i lekami ale powrócił w ciągu niecałych 4 tygodni do 1404. Po dwóch tygodniach wynik niecałe 1100.
Dzisiaj wróciłam z pracy, dałam jej jedzonko i już nie zjadła. Kupę rano i po mojej pracy zrobiła ładne, ale trzy godziny później już jest "galaretka" z krwią. Czyli znowu to co było.
Nie można jej zrobić gastroskopii bo ten wynik trzustki na to nie pozwala. USG cały czas jest bardzo dobre, na początku tylko pokazywało zapalenie jelit.
Bierze cały czas Amyladol do każdego posiłku, karma sucha 7% tłuszczu i absolutnie nic innego nie dostaje do jedzenia.
Do kroplówek brała metronidazol oraz na krwawienia brała około 2 miesięcy Helicid.
Błagam o pomoc, może Państwo podpowiedzą co mogę jej jeszcze zbadać żeby w końcu moja psinka mogła wyzdrowieć. Mam wrażenie że weterynarze do których chodzimy po prostu już nie mają też pomysłów .