Jak skutecznie przywoływać psa? [porady behawiorysty]

Przywoływanie psa
Przywoływanie psa

Temat przywoływania psa to jedno z najczęstszych zagadnień poruszanych na szkoleniach psów albo podczas konsultacji behawioralnych. No cóż, nie bez przyczyny. Wybiórcza głuchota psa, gdy odbiega od nas, a my zaczynamy wołać coraz głośniej jego imię, to dosyć powszechny problem. Co ciekawe, gdy zawołamy słowo „smaczek” albo „spacer” w domu, to jakimś cudem pies na chwilę odzyskuje słuch i pędzi do nas, jakby miał pogubić łapy. No cóż, taki już ich urok 😉

Dlaczego psy nas nie słyszą?

Każdą pracę z psem zaczynam od zrozumienia problemu. Bo dzięki znalezieniu przyczyny możemy wyeliminować objawy. Poniżej kilka częstych powodów, dla których psy nie wracają do nas na zawołanie.

Zbyt wiele rozproszeń

Często zabieramy nasze psy do parków, gdzie mogą ganiać się z innymi psimi kumplami albo puszczamy je luzem w nowym miejscu, a potem jesteśmy zdziwieni, że nie chcą do nas wracać. Ale czy istotnie powinniśmy być zaskoczeni?

Wyobraźmy sobie, że sami idziemy do lunaparku albo na przyjęcie, gdzie jest głośno, dużo się dzieje, podchodzą do nas ludzie i zagadują, gra muzyka, a po chwili podchodzi do nas nasz partner lub przyjaciółka i mają do nas pretensje, że nie słyszeliśmy, gdy nas wołali po imieniu. No i faktycznie nie słyszeliśmy!

Podobnie jest z psami – psy mają ograniczone możliwości percepcyjne, jeżeli będzie się wokół nich wydarzyło zbyt wiele i staną się przebodźcowane, to jest duża szansa, że nie starczy im już „mocy przerobowych”, żeby skoncentrować się również na nas.

Nowe miejsce

Tutaj mamy do czynienia z analogiczną sytuacją przebodźcowania – zabieramy psa na spacer w nowe miejsce, puszczamy go luzem i pozwalamy na swobodną eksplorację. Dla psa wszystko jest nowe – mnóstwo zapachów, nierówności terenu, potencjalnych kąsków do zjedzenia czy krzaków do zwiedzenia. Trudno się psu dziwić, że jego pan, który jest dla niego w takiej sytuacji trochę hmm… co tu dużo mówić, nudny, przestaje być na pierwszym miejscu i można go beztrosko zignorować.

Niewłaściwy moment

Niewiele osób o tym myśli, ale to naprawdę ważny parametr – moment, w którym chcemy poćwiczyć przywołanie ma ogromne znaczenie. O co chodzi? Załóżmy, że pies siedział przez wiele godzin sam w domu, bo byliśmy w pracy i teraz podekscytowany wybiega na dwór, a my zamiast pozwolić mu się swobodnie załatwić, powąchać nowe zapachy, przywitać z kolegami, zaczynamy trening i pies nie ma jak zrealizować swoich naturalnych potrzeb. Kto by miał głowę do ćwiczeń w takich warunkach

Złe skojarzenie

To jest równie istotna sprawa – jeżeli przywołanie służy nam tylko do tego, żeby złapać psa, a potem na przykład wstawić psa do kąpieli, zabrać na wizytę do weterynarza albo zamknąć w pokoju, gdy on chciałby sobie polatać, to nie możemy się dziwić, że przywołanie nie będzie mu się kojarzyło z niczym miłym i psiak zbuduje sobie skojarzenie, że za każdym razem, gdy jest tak miły, że do nas przybiega, to dzieje się coś niefajnego, to nic ma się co dziwić, że nie będzie zbyt chętny do powrotów.

Niezaspokojone potrzeby

Psy tak jak i ludzie mają swoje potrzeby, które muszą być zaspokojone, żeby pies był w równowadze i zachowywał się stabilnie i przewidywalnie. Mowa tu o rzeczach dosyć podstawowych jak jedzenie, picie, sen i (szczególnie w przypadku szczeniaków) zabawa z psem. Jeżeli nie zaspokoimy tych aspektów życia psa, to jego głównym celem będzie próba zaspokojenia ich samemu. Dlatego psy, które muszą walczyć o pożywienie, będą bardziej skore do ucieczek albo podążania śladami zapachowymi, które kojarzą się z jedzeniem, a szczeniaki, które nie otrzymają wystarczającej porcji zabawy, będą wykorzystywały każdą nadarzającą się szansę, żeby coś zniszczyć albo popodgryzać i ani w głowie im będzie nauka komend.

Chodź, do mnie, podejdź…

Podstawowa zasada pracy z psami jest taka, że… muszą wiedzieć, o co nam chodzi. Dlatego musimy do nich mówić prostym językiem i być w tym konsekwentni. Wielu opiekunów zupełnie nieświadomie używa na tę samą czynność wielu różnych słów. Jeżeli na przykład chcemy przywołać psa, to czasami mówimy do niego „do mnie”, czasami „podejdź”, albo „no chodź tu”, a to są różne słowa. Skąd pies ma wiedzieć, czego od niego oczekujemy? Dlatego ustalmy z całą rodziną jedno słowo, które będzie oznaczało jedną, pożądaną czynność.

Sto razy to samo

To również dosyć powszechny problem. Kto z nas nie próbował kilka razy przywołać swojego psa, powtarzając „Pimpuś, pimpuś, pimpuuuuś, przyjdź no tu wreszcie!”. Tymczasem Pimpuś ani myśli do nas podchodzić, a im dłużej wołamy, tym mniej go obchodzimy. No cóż, to całkiem normalne! Jeżeli nie będziemy dawali psu konkretnych, szybkich słów, tylko zaczniemy prowadzić monolog i rozwadniać nasze słowa, to pies może nie uznać ich za coś wyjątkowego, nie uzna ich za ważne, więc je zwyczajnie zignoruje.

Po imieniu

Wielu właścicieli przywołuje swoje psy po imieniu, ale ja nie do końca jestem zwolenniczką takiego rozwiązania. Dlaczego? Bo imię może oznaczać wszystko i używamy go w wielu różnych kontekstach. Gdy chcemy by pies na nas spojrzał, gdy chcemy, żeby coś zjadł albo wyszedł z salonu. Dlatego ja wolę, żeby do każdej czynności było dopasowane konkretne słowo zarezerwowane do czynności.

Za duża odległość

Niby oczywiste, a jednak nie. Nie raz byłam świadkiem, gdy opiekunowie coraz bardziej się frustrowali przywołując psa, a on był w takiej odległości, że praktycznie nie miał szans nas usłyszeć. Warto pamiętać, że pies ma wyczulony zmysł węchu, a dopiero potem na nas patrzy i nas słucha. A gdy wołamy i nasz psiak nas nie widzi, to może mieć problem ze zlokalizowaniem źródła dźwięku.

Zasady treningu z psem

A teraz przejdźmy do konkretów. Najpierw ustalmy kilka zasad pracy z psem, żeby była jak najbardziej efektywna.

Psu musi się opłacać współpraca

Ja pracuję z psami jedynie przy pomocy pozytywnych metod treningowych. Co to oznacza? Że wzmacniam pożądane zachowanie psa przy pomocy nagród, pochwał i wszystkiego tego, co pies lubi. Wynika to z faktu, że pies chętniej będzie wykonywał i przyswajał rzeczy, które mu się zwyczajnie opłacają.

Dlatego jeżeli nasz pies do nas przyjdzie na komendę, to trzeba go (szczególnie na początku pracy) sowicie wynagrodzić. Ale uwaga to nie oznacza zawsze, że musimy go przekarmiać smaczkami i to zawsze zadziała.

Najpierw warto ustalić, co sprawia największą radość naszemu psu i co będzie dla niego najlepszą nagrodą. Dla niektórych psów to rzeczywiście jest smakołyk, ale dla innych to będzie krótka zabawa ulubioną zabawką czy pogłaskanie i pochwała słowna. Dla psów ważny jest też element zaskoczenia, więc możemy różnicować nagrody i raz podać psu kawałek suszonego mięsa, raz poszarpać się szarpakiem albo podrapać go tam, gdzie psiak najbardziej lubi.

Wybierz właściwy moment

To zagadnienie omawialiśmy już powyżej. Trzeba znaleźć właściwy moment, gdy praca z psem będzie miała największy sens. Ja zazwyczaj trenuję z psem, gdy już się trochę wybiega, załatwi swoje potrzeby fizjologiczne i jest w stanie się skupić dłużej niż przez kilka sekund, a ja staje się dla niego z powrotem ważnym elementem spaceru, a nie jedynie panią, która trzyma smycz.

Miejsce ćwiczeń

Jako miejsce do treningu wybieram zazwyczaj spokojne, dobrze znane psu lokalizacje, gdzie nie będzie rozproszony innymi psami, ludźmi czy zbyt wieloma nowymi zapachami. Generalnie im spokojniej (przynajmniej na początku), tym lepiej.

Stopniowanie rozproszeń

To jest podstawowy błąd podczas trenowania psa. Zabieramy go w głośne miejsca, gdzie za dużo się dzieje i wymagamy od niego absolutnego skupienia, a potem jesteśmy sfrustrowani, że nam się nie udaje. Zasada jest taka, że zaczynamy ćwiczenia od bardzo małych rozproszeń i dopiero gdy pies opanuje komendę, to dokładamy stopniowo kolejne bodźce, dźwięki i „przeszkadzajki”. Jeżeli wrzucimy psu za dużo naraz, to trening będzie mniej skuteczny. A jeżeli za szybko będziemy pokonywać kolejne etapy, to pies w pewnym momencie może przestać reagować i będzie trzeba się cofnąć o jeden krok.

Przykładowo:

Zacznijmy ćwiczenie przywołania w domu, gdy jest cisza i spokój. Potem spróbujmy na dworze w godzinach, gdy nie ma innych psów na terenie osiedla. Potem możemy wybrać się do cichego parku albo na łąkę, a dopiero na koniec próbujemy w psim parku albo w centrum miasta.

Kiedy zacząć ćwiczenia?

No cóż, im szybciej, tym lepiej! Najlepsze efekty uzyskamy, gdy zaczniemy pracować już ze szczeniakiem. Młode psy mają naturalną potrzebę podążania za człowiekiem, chcą nawiązywać więź i przybiegają do nas bardzo spontanicznie. Ale jeśli adoptujesz psa seniora, to też się nie poddawaj. Być może będzie wymagał więcej powtórzeń albo trochę więcej cierpliwości, ale też się nauczy. Traktujmy powiedzenie że „starego psa się nie nauczy nowych sztuczek” czysto metaforycznie i nie sugerujmy się nim za bardzo!

Nie wymagaj od psa za wiele

Tutaj jest ważne, żebyśmy nie zrobili swoimi ambicjami psu krzywdy. Oceńmy racjonalnie, ile nasz pies jest w stanie skorzystać na treningu i nie forsujmy go więcej. O wiele lepiej (i skuteczniej!) jest ćwiczyć częściej i krócej niż rzadko i długo, bo pies przestanie mieć radość z treningu i efekty mogą nie być zadowalające.

Pamiętajmy też, że jeżeli mamy szczeniaczka, to nie będzie on w stanie się skupić tak długo jak dorosły pies, więc dopasujmy długość ćwiczeń (ja nie ćwiczę w jednej sesji z dorosłym psem dłużej niż 10-15 minut, a potem robię przerwę) do jego możliwości.

Akcesoria treningowe

Długa linka

Zauważyłam, że wielu opiekunów na samym początku pracy puszcza luzem swoje psy, a następnie krzyczy do nich, zdzierając gardło, gdy pies już jest hen daleko. Dlatego na początku sugerowałabym inne rozwiązanie – zaopatrzmy się w długą linkę (taka 7-10 metrów powinna wystarczyć, będzie też super do spacerów) i trzymajmy na niej psa podczas treningu. Pies będzie miał z jednej strony swobodę i będzie mógł odbiec na pewien dystans, a z drugiej strony nie odbiegnie od nas na 100 kilometrów, gdy jeszcze nie będzie miał wyćwiczonej komendy „do mnie” i będzie to dla niego po prostu bardziej bezpieczne rozwiązanie.

Taka mała dygresja – zawsze polecam nawet zwykłe spacery z linką, żeby pies miał swobodę ruchu. Nie jestem fanką puszczania psa luzem, szczególnie w mieście, gdzie wiele się może wydarzyć i nawet dobrze wytrenowany pies może się przestraszyć czegoś i bez głębszego namysłu pobiec nam gdzieś i zaginąć. A taka długa linka jest dobrym rozwiązaniem, żeby pies był zarówno bezpieczny, jak i miał większą swobodę ruchu niż na metrowej smyczy.

Smaczki, zabawki, piszczałki

Aby trening był skuteczny, musimy mieć przygotowane nagrody dla psa. I to nie takie zwyczajne, które pies ma na co dzień, tylko fajniejsze, mocniej pachnące smaczki, albo zabawki, których nie ma do swojej dyspozycji non stop. Generalnie chodzi o to, żeby psiak szybko załapał, że opłaca mu się do nas wracać, bo zawsze czeka go za to naprawdę fajna i wyczekana nagroda.

Gwizdek

Tak jak powyżej już sugerowałam, gdy pies odbiegnie na dużą odległość, to nie zawsze nas usłyszy. W takiej sytuacji przydają się specjalne gwizdki dla psów, które wydają dźwięki, które są dobrze wyłapywalne dla psa. Można je kupić w sklepach zoologicznych za małe pieniądze, ale to nie jest też wyjście dla wszystkich psów – niektóre nie lubią tego dźwięku, albo na niego nie reagują, więc najpierw przetestujmy to rozwiązanie i nie zmuszajmy psiaka do pracy z gwizdkiem, jeśli nie ma na to ochoty.

No to ćwiczymy!

Jak przywoływać psa? Najprostsza metoda jest taka, że trzymamy w ręku coś fajnego, stajemy przed naszym psem, tak żeby się na nas skupił i odchodzimy szybko do tyłu, wydając spokojnie, ale stanowczo polecenie „do mnie”, nakłaniając go, żeby za nami podążył. Gdy pies do nas podbiegnie, to nagradzamy go i chwalimy. Pamiętajmy, żeby nie wydawać polecenia przy pomocy agresywnego tonu, bo pies nie będzie chciał przyjść, przekonany, że czeka go kara za coś i zbuduje sobie negatywne skojarzenie z tym ćwiczeniem.

Na początku róbmy małe odległości, żeby zachęcić psa do podążania za nami. Jeżeli nasz pies jest młody albo dynamiczny, to możemy dopasować się do jego tempa i zamiast odchodzić, to odbiegnijmy kawałek, tak żeby pies nas chciał gonić.

Jako dodatkowe wzmocnienie polecenia, możemy podkładać komendę za każdym razem, gdy widzimy, że pies sam z siebie i tak się szykuje, żeby do nas podbiec. Czyli – pies się zrywa do nas, bo dopiero weszliśmy do domu, a my wtedy szybko mówimy „do mnie”, żeby skojarzył sobie ruch podchodzenia właśnie z tym słowem i nagradzamy psa, gdy się zbliży.

Pamiętajmy też, żeby nagradzać psa za sam fakt podbiegnięcia do nas, nie musi nawet robić tego na żadne słowo, chodzi o to, żeby pies zrozumiał, że podoba nam się, gdy zbliża się do nas i trzyma blisko.

Taka drobna uwaga techniczna – ćwiczenie z odsuwaniem się od psa i zachęcaniem go, żeby do nas podszedł robimy dynamicznie. Im wolniej i spokojniej wykonujemy ćwiczenie, tym pies szybciej traci zainteresowanie i skupienie albo zaczyna rozmyślać, czy aby na pewno mu się opłaca do nas iść, co on z tego będzie miał i że w sumie to on by poszedł na swoje legowisko czy coś…

Co w sytuacji, gdy pies stoi przed nami, ale ani myśli ruszać się z miejsca? Wtedy można zastosować prosty trik i podstawić psu pod nos jakiś mocno pachnący smakołyk i trzymając go na wysokości jego oczu odsunąć się razem z nim, mówiąc „do mnie”, tak żeby pies pobiegł za nami i smaczkiem. Oczywiście dopiero gdy wykona ruch w naszą stronę, to wydajemy mu smaczek.

Pokażmy się psu

Aby pies mógł wykonać zadanie, musi nas dobrze widzieć i otrzymać od nas jasny komunikat. Dlatego ja staję wyprostowana przed psiakiem, tak żeby całym ciałem pokazać mu, że będę teraz się wycofywała i chciałabym, żeby on podążył za mną. Na kolejnych etapach, gdy wprowadzamy utrudnienia, nie musimy już być w tak oczywisty sposób widoczni dla psa. Możemy stanąć bokiem i wydać polecenie, albo schować się do innego pokoju i stamtąd przywoływać psa.

Sygnał wizualny

Zazwyczaj przy nauce przywołania, oprócz słowa staram się dodawać jakiś sygnał wizualny, tak żeby wzmocnić komendę. Jest to niezwykle przydatne, gdy pies jest daleko, albo wieje wiatr i z dużej odległości możemy przy pomocy naszego ciała pokazać psu, że chcemy, żeby do nas wrócił. Taki sygnał wizualny jest również niezbędny w przypadku trenowania psów, które są głuche. Jaki sygnał ja stosuję? Często kucam i mówię „do mnie”, ewentualnie klepie się po udach, ważne, żeby był to czytelny i widoczny gest, bo inaczej pies go nie zauważy i nie będzie skuteczny.

Na koniec chcę wszystkich zachęcić do pracy z ich psiakami. Im wcześniej zaczniemy pracę nad przywołaniem, tym lepiej, gdyż jest to niezbędna komenda do współpracy z psem i przede wszystkim dbamy w ten sposób o bezpieczeństwo psa i możemy go odwołać od potencjalnego zagrożenia, wycofać z grupy psów czy zawrócić, gdy zacznie uciekać w nieznanym kierunku. I pamiętajmy, że jeżeli nie radzimy sobie z przywołaniem, to poradźmy się dobrych trenerów lub behawiorystów, żeby nam pomogli, w końcu od tego są. Najważniejsze, żeby praca z psem była przyjemna i dla niego i dla nas. Powodzenia!

 

Wykorzystane źródła >>

Avatar of behawiorysta coape ewa jaworska

Behawiorysta COAPE Ewa Jaworska

Jestem dyplomowaną behawiorystką psów COAPE (Centre of Applied Pet Ethology) oraz trenerką psów. Pracuję na co dzień z psiakami z problemami behawioralnymi i szkolę psy w każdym wieku, a w wolnym czasie pomagam jako wolontariuszka w Schronisku dla Zwierząt na Paluchu. Publikuję również artykuły i prowadzę seminaria, starając się przybliżyć wspaniały psi świat każdemu, kto tylko chce słuchać ;) Prywatnie jestem opiekunką dwóch psich rozrób Pianki i Mili. Jak widać, psy to całe moje życie!

Komentarze
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Zobacz wszystkie komentarze
0
Zadaj pytanie do artykułux

Co Piszczy w Sierści Twojego zwierzaka?

Zalecenia lekarzy weterynarii na Twoim mailu

+ ebook "Czy leki ludzkie są bezpieczne dla psa i kota?"

Co Piszczy w Sierści Twojego zwierzaka?

Porady lekarzy weterynarii na Twoim mailu

+ ebook "Czy leki ludzkie są bezpieczne dla psa i kota?"

Zgoda marketingowa: wyrażam zgodę, aby Co w Sierści Piszczy skontaktował się ze mną drogą mailową, korzystając z informacji podanych w tym formularzu dla celów informacyjnych, aktualizacji i marketingu. Jeśli chcesz wycofać Twoją zgodę kliknij link rezygnacji u dołu każdego wysyłanego przez nas maila. Szanujemy Twoją prywatność i dane osobowe. Tutaj znajdziesz naszą politykę prywatności i regulamin newslettera. Przesyłając ten formularz zgadzasz się, że możemy przetwarzać Twoje dane osobowe zgodnie z tymi warunkami. 

WYPEŁNIJ POLA, ABY POBRAĆ MATERIAŁY W PDF 👇

Zgoda marketingowa: wyrażam zgodę, aby Co w Sierści Piszczy skontaktował się ze mną drogą mailową, korzystając z informacji podanych w tym formularzu dla celów informacyjnych, aktualizacji i marketingu. Jeśli chcesz wycofać Twoją zgodę kliknij link rezygnacji u dołu każdego wysyłanego przez nas maila. Szanujemy Twoją prywatność i dane osobowe. Tutaj znajdziesz naszą politykę prywatności i regulamin newslettera. Przesyłając ten formularz zgadzasz się, że możemy przetwarzać Twoje dane osobowe zgodnie z tymi warunkami.